Tekken 7 - pierwsze wrażenia

Moją przygodę z serią Tekken zacząłem od pierwszego PlayStation, czyli od pierwszych trzech części jakie się pojawiły. Później rozminąłem się z konsolami i przeszedłem na ciemną stronę PCetów. Gdy dowiedziałem się, że siódma część trafi także na mojego blaszaka, ucieszyłem się jak dziecko. Pełen nadziei i nostalgicznych wspomnień odpaliłem grę.


Na samym początku wszedłem w opcje graficzne i ustawiłem wszystko na full, mając nadzieję, że mój sprzęt, który jest już nie pierwszej młodości, uciągnie grę w 60 klatkach na sekundę. I o dziwo Tekken 7 działa bez zarzutów i 60 klatek uzyskuje na moim kompie bez problemu. Poszperawszy w sieci znalazłem testy wydajnościowe, które potwierdzają, że na większości konfiguracjach sprzętowych gra działa płynnie w 60 klatkach na sekundę. Jest to bardzo ważna informacja, bo jak sami wiecie płynność w bijatykach to podstawa.
Kolejną rzeczą jaką sprawdziłem, to tryb fabularny. Mam w pamięci jeszcze genialne intra końcowe pierwszych trzech części i miałem ogromne nadzieje, że 7 część mnie zwalić z nóg tym trybem. 



Niestety tu doznałem pierwszego zawodu. Wprowadzenie w fabułę odbywa się za pomocą statycznych obrazków, prerenderowanych filmików, które nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia i krótkich scenek na silniku gry, które także nie robią szału. Spodziewałem się po tym trybie czegoś więcej. Konkurencja bije o głowę w tym aspekcie Tekkena 7.
No dobra, ale jak się gra i obija mordy przeciwnikom? Szczerze mówiąc, to poczułem się jak ryba w wodzie. Mechanika walki przypomina stare dobre Tekkeny. Oczywiście jest kilka zmian, do których nie do końca jestem przekonany, ale system walki, to nadal kochany przez wszystkich fanów stary dobry Tekken. Troszkę martwi fakt, że postacie, które znałem z odsłon z PSXa mają praktycznie te same ciosy, ale to sprawiło, że łatwiej było mi wejść ponownie w świat Tekkena. I zdziwiłem się, że po 20 latach nadal pamiętam niektóre kombinacje ciosów. No ale takich rzeczy się nie zapomina. 



Przejdźmy teraz do grafiki, która na graczu PCetowym, nie zrobi efektu WOW. Grafika jest ładna, ale bez rewolucji. Co do aspektów sieciowych, to niestety spotkałem sporo problemów i połączenie się z przeciwnikiem trwa strasznie długo. Zdarza się także podczas walki zerwanie połączenia, czy synchronizacja rozgrywki, prawdopodobnie spowodowana różnicą w pingu obu graczy.





Teraz przejdę do udziwnień z jakich Japończycy są znani. Każdą postać w grze możemy spersonalizować i zmienić jej wygląd. Za wirtualną kasę, którą dostajemy za wygrane walki, możemy kupić nowe ciuchy dla naszego wojownika. I to jest całkiem fajny pomysł. Już w trzeciej części były dostępne dwie wersje kostiumów dla każdego wojownika. Ale twórcy poszli o krok dalej. I naszemu fajterowi można zmienić głowę na jakąś śmieszną, jak głowę kangur lub jakieś inne niedorzeczne wariacje. Można także dokupić jakieś dziwne efekty rozbłysków, które towarzyszą podczas zadawania ciosów przeciwnikowi lub nawet dokupić płonące skrzydła itp. ustrojstwa. Ogólnie jest to w porządku pomysł, ale można przesadzić z modyfikacją postaci i stworzyć małego potworka.
Podsumowując. Tekken 7 to dobra gra. Niestety tylko dobra i zabrakło trochę, by król bijatyki powrócił na tron.

Komentarze