Outlast 2 - pierwsze wrażenia

Outlast 2 jak łatwo się domyśleć jest kontynuacją pierwszej części survival horroru studia Red Barrels. Outlast 2 nie kontynuuje historii pierwszej odsłony lecz opowiada nową opowieść, w której dziennikarskie, młode małżeństwo próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci kobiety w jakimś tam małym amerykańskim miasteczku. Jak to standardowo bywa, szybko  idzie coś nie tak i śmigłowiec, którym lecą nasi dziennikarze, rozbija się w tajemniczej katastrofie, gdzieś na jakimś pustkowiu. Kiedy po wypadku mężczyzna budzi się, okazuje się , że jego żona gdzieś zniknęła. Nie zastanawiając się długo, dziennikarz postanawia wyruszyć na poszukiwanie żony, oddalając się od wraku. Szybko znajduje jakąś zabitą dechami wieś, gdzie  poznaje przemiłych mieszkańców, którzy okazują się psychopatycznymi wyznawcami jakiegoś kultu i postanowili, że nasz główny bohater jest idealnym kandydatem na rytualną ofiarę.





Zarys fabularny mamy już za sobą. Przejdźmy do konkretów i moich pierwszych wrażeń. Grając już w demo wiedziałem, że tytuł ten będzie  krwawy, brutalny, sadystyczny, pełen przemocy i co najważniejsze straszny. Grając w pełną wersję nie zmieniłem zdania, co do tego. Nadal jest strasznie, mrocznie, krwisto i brutalnie. Mroczny klimat wylewa się falami krwi z monitora. Co róż napotykamy jakieś przerażające widoki. Czy to martwe zwierze z bebechami na wierzchu, czy grupowy grób nadpalonych niemowląt. Twórcy nie dają nam złudzeń, że tytuł ten to nie sielanka i niedzielny spacer po parku. 
Pierwsze minuty gry i wiemy, że będziemy zmuszeni walczyć o przetrwanie. No nie do końca walczyć, bo nasz główny bohater nie ma najmniejszych szans z żadnym napotkanym przeciwnikiem i jedyną szansą na przetrwanie jest ukrywanie się i ucieczka. I właśnie w tym momencie uświadomiłem sobie dlaczego nie ukończyłem pierwszej części. W drugiej odsłonie nadal główny bohater nie jest wstanie podjąć walki z żadnym przeciwnikiem. I pozostaje nam tylko ucieczka lub ukrycie się przed oprawcami.





Pewnie dziwicie się dlaczego o tym wspominam? Przecież to główna mechanika gry dzięki, której gracz czuje się zaszczuty i bezbronny. Czuje się jak ofiara, która ma niewielkie szanse na przeżycie. To właśnie dzięki tej mechanice gra odniosła taki sukces. To czemu się tego czepiam? Ano dlatego, że moja wewnętrzna natura nie pozwala mi na to. Nie jestem ofiarą i nie jestem wstanie w sytuacji kontaktowej z przeciwnikiem tylko uciekać i chować się. Jeśli jakiś wieśniak z widłami mnie atakuje i nie daje mi wyjścia, to najzwyczajniej mój instynkt, aż rwie się aby wyrwać gnojowi widły i wbić mu je prosto między oczy. A tu niestety nic z tego i trzeba uciekać i się schować. Szkoda, że twórcy trochę nie zmienili tej mechaniki. Rozumiem, że nasz bohater jest zwykłym dziennikarzem i wyrżniecie całej wioski jak Rambo odpada, ale od czasu do czasu mógłby przy szarpaninie jakiegoś przeciwnika ubić. No dobra. Już wiemy, że nie jestem zwolennikiem ucieczki i chowania się, ale co poza tym gra oferuje? Jak już wspomniałem mroczny klimat, gdzie gracz czuje się jak ofiara, która ma nikłe szanse na przeżycie. Ciągłe poczucie, że coś lub ktoś czyha tuż za rogiem. I to chyba jest największy atut tej gry. Ciągły lęk, że coś może nas w każdej chwili dopaść. 
Podsumowując. Jeśli nie jesteś zwolennikiem ciągłej ucieczki czy chowania się, to raczej odradzam ci kupno tej gry. Jeśli lubisz być ofiarą i ciągle czuć na plecach nieświeży oddech przeciwnika, to tytuł ten jest idealny dla ciebie.    





Komentarze