Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands - pierwsze wrażenia z open beta

Open beta gry Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands zakończyła się już wczoraj. Dla mnie trwała o jeden dzień krócej z powodu niespodziewanego błędu, który spowodował, że gra działała mi max 15 klatkach na sekundę. Udało mi się jednak trochę pograć w ten tytuł, który nawet mi się spodobał. 



Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands, to taka mieszanka Far Cry z The Division. Otwarty świat i kooperacja między czterema graczami. Jeśli nie mamy trzech znajomych, z którymi zagramy lub nie znajdziemy nikogo kto będzie chciał z nami zagrać, pozostałymi członkami grupy będzie sterować komputer. Członkowie grupy mają wtedy tendencje do teleportacji jak w Star Treku, ale można przymknąć na to oko. Do zarządzania drużyną  i wydawania rozkazów służą cztery proste komendy. Ognia, obrona, idź do i przegrupowanie. Te cztery proste komendy dość dobrze sprawdzają się podczas boju.  



Przejdźmy teraz do otwartego świata, który przypomina bardziej otwarty świat z Far Cry niż z The Division. Mamy tutaj posterunki itp. rzeczy, możemy jeździć czy fruwać praktycznie każdym pojazdem spotkanym na drodze. Aspekt ten robi dość duże wrażenie. Podczas otwartych testów wykonałem tylko jedną misję fabularną, później oddałem się bezstresowemu zwiedzaniu i destrukcji otaczającego mnie świata. Od co każdy gracz robi po pierwszej misji w sandboxach. Wykonać misję możemy w dość dowolny sposób. Po cichu lub z przytupem rozwalając każdego podczas otwartego ognia. Polecam oczywiście pierwszą opcję, gdzie możemy wykazać się większą inwencją twórczą. By dobrze zaplanować atak najpierw musimy zrobić rekonesans. Do tego możemy użyć lornetki lub fruwającego drona. Polecam oczywiście ten drugi sposób. Dronem niestety za daleko sobie nie pofruwamy, jego zasięg jest mniejszy niż zabawki kupionej z Biedronki, ale rozumiem, że twórcy musieli ograniczyć jego  zasięg, by nie zaburzyć równowagi rozgrywki. 




Eliminacja wrogów i wykonywanie misji w kooperacji ze znajomymi może dać sporo frajdy, otwarty świat daje sporo możliwości podczas wykonywania misji. Do celu misji możemy dojść na pieszo, wsiąść do jakiegoś pojazdu i dojechać nim do celu lub polecieć śmigłowcem. 




Załatwić wrogów możemy z bliska lub z daleka, wykorzystując swój oddział. Niestety inteligencja wrogów jest słaba i kiedy załatwiłem jednego kolesia dusząc go, jego kompan stojąc około dwa metry dalej nic nie zauważył i nadal zajmował się swoimi sprawami. Przejdźmy do fabuły. Nie zagłębiając się w szczegóły wątku fabularnego, naszym zadaniem jest dorwanie jakiegoś tam niegodziwego typa, by tego dokonać musimy dorwać pomniejsze płotki. Przypomina mi to trochę system Nemesis z gry Cień Mordoru, ale mogę się mylić, bo ten aspekt gry najmniej obczaiłem. W misji, którą ograłem przesłuchiwałem jakiegoś typa, który zdradził mi miejsce przetrzymywania jakiegoś kolesia, co popchnęło fabułę dalej. 




Oczywiście w grze nie mogło zabraknąć elementów RPG i naszą postać możemy rozwijać. Rozwój postaci dzieli się na sześć podkategorii. Broń, dron, przedmiot, fizyczne, drużyna i wsparcie rebeliantów. Niestety nie przyjrzałem się dokładnie rozwojowi postaci, ale na to wygląda, że będziemy mieli co ulepszać.



  
Jak już wcześniej wspominałem, testowanie gry zakończyłem o jeden dzień wcześniej i nie udało mi się wszystkiego sprawdzić wystarczająco dobrze, ale to co udało mi się zobaczyć, skłoniłoby mnie do kupna tej gry, gdyby nie słaba optymalizacja, którą jakoś bym przełknął, ale już błąd, który spowodował, że gra się przycina i działała w 15 klatkach, dyskwalifikuje ten tytuł do kupna w dniu premiery.  





Komentarze