Nowe czy klasyczne RPG?

Ostatnio naszła mnie ochota na zagranie w Oldschoolowego, klasycznego RPGa. Pamiętam czasy kiedy grafika w grach nie była oszałamiająca i trzeba było sobie wyobrażać pewne detale w grafice i w świecie który nas otaczał.  Ale wtedy nikomu to nie przeszkadzało, a najważniejsza była fabuła i innowacyjna mechanika gry.



Nostalgia wzięła górę i zagrałem w Pillars of the Eternity. Jest to nowy tytuł, ale z grafiką i mechaniką wzorowaną starszymi tytułami. Nie będę ukrywał, że podjarałem się tym tytułem i miałem bardzo wysokie oczekiwania co do niego. Ostatnie duże RPGi w jaki  grałem, to Wiedźmin 3 i Deus Ex Rozłam Ludzkości. Są to tytuły tak odmienne mechanicznie i graficznie od Pillarsów, że nie sposób jest ich porównywać, ale jednak to zrobię. Nie dlatego by pokazać, która gra jest lepsza, ale ukazać jak bardzo rozleniwiły mnie nowe tytuły. 

Zacznę od prowadzenia fabuły i dialogów. W Pillars of the Eternity mamy mnóstwo dialogów. Niestety 90% z nich nie jest mówiona lecz samemu trzeba je czytać. A jest tego tak dużo, że po kilku godzinach, czytanie ich najzwyczajniej  mnie zmęczyło.  Co gorsza w Pillarsach nie ma cutscenek, które by ukazywały wydarzenia jakie się dzieją na ekranie. Ba nie ma nawet mimiki czy gestykulacji postaci podczas rozmów.  Zostały one zastąpione kolejnymi tonami tekstu opisującymi, co dana postać robi  w danej chwili. Powiem wam szczerze, że odzwyczaiłem się bardzo od prowadzenia w taki  sposób mechaniki rozmów i poznawania fabuły. 




W Wiedźminie mamy mówione dialogi i dynamiczne cutscenki, które przypominają bardziej film niż grę. Tak wiem ,że w Wieśku mamy także sporo do czytania, księgi itp. Ale nie jest to główna mechanika poznawania fabuły. W Pillarsach jest to trzon rozgrywki, który może młodszych graczy odstraszyć. 




Niestety to niejedyna rzecz, która może zniechęcić do tego tytułu. Poruszanie się po świecie jest tak archaicznie skonstruowane, że przejście z jednej lokacji do drugiej okraszone jest ekranem wczytywania. Lokacje są małe i często będziemy musieli między nimi przechodzić wykonując przeróżne zadania, a zarazem oglądać ekran ładowania. Wchodząc do jakiegokolwiek budynku w lokacji, także będziemy zmuszeni oglądać go. Ekran ładowania śni mi się już po nocach. Przechodzenie pomiędzy większymi lokacjami, jak krainy czy większe miasta, także mają swój ekran ładowania. Koszmar ekranu ładowania pojawił się u mnie nie tylko podczas snu, ale także już na jawie. Jak widać mechanika, która sprawdzała się kilkanaście lat temu, teraz powoduje u mnie znudzenie i lekką irytację. Eh ten przeklęty Wiesiek, przyzwyczaił mnie do wygodnego podróżowania przez ogromny świat bez uporczywych ekranów ładowania.




Niestety koszmar trwa w najlepsze. I zadania, które mam wykonać, nijak nie są zaznaczone na mapie. Nie ma GPSa, który prowadzi mnie za rączkę do celu. Koszmar, po prostu koszmar. Jedynym aspektem na jaki nie będę zanadto psioczył, to mechanika walki. Choć i tu czasem można dostać archaicznych drgawek przeszłości. 




Oczywiście, wszystkie wyżej wymienione prze ze mnie elementy, wyolbrzymiłem, tak by ukazać, jak nowe gry i ich mechanika, potrafi rozleniwić człowieka i przyzwyczaić do uproszczeń, bez których większość graczy nie umie już żyć. A więc strzeżcie się Pillars of the Eternity.        

Komentarze